Re: Widzisz…

adrian_ktostam napisał:

> AWD nie zwalnia od myślenia? Truizm, czyli oczywista oczywistość. Myślę, że cie

> kawiej byłoby, gdybyś napisał, co zwalnia od myślenia, bo mi do głowy przychodz

> i tylko ……śmierć.

>

Nie zamierzam dyskutować o zaletach napędu AW (czy to stałego, czy nowoczesnych systemów zmiennej dystrybucji mocy) w zimie.

Dyskusja taka bowiem byłaby bezzasadna.

Twierdzić jednak uparcie zamierzam, że to właściciele „czterołapowców” częściej w zimie przeholowują… i to nie ci ze stałym napędem, lecz ci, mylnie przez doskonałą trakcję zwiedzeni posiadacze wszelkiej maści SUV-ów.

Dziś wieczorem, na osiedlowej uliczce, wyprzedził mnie wielki Grand Cherokee. Raczej nie podpada pod kategorię „suv”, a pomimo tego zaliczył krawężnik… pomimo tego, że starał się bardzo, bym po tym, jak zostałem wyprzedzony, mu w zadek wjechał (tzn. wystraszył się zakrętu i dał po heblach). To mówi wiele o tym, co „można”, a co „powinno się w określonych warunkach”. Gdybym to ja jechał tym Jeep-em, wiedziałbym, co można… jechałem jednak Astrą i wiedziałem doskonale, co powinienem.

Tak więc, raz jeszcze: nie zamierzam dyskutować na temat zalet AWD w zimie. Te są bezsprzeczne. Za to dyskusyjne pozostaje:

1. to czy warto pozostałą część roku dopłacać przy dystrybutorze za ten typ napędu (zwłaszcza, jeżeli nie mieszka się w górach/na kompletnym zadupiu)?

2. to czy ten typ napędu przypadkiem nie wyzwala w części jego użytkowników swoistego „god mode” na drodze… co jest daleko gorsze niźli samo dopłacanie za tę opcję?



Jednym z najmilszych doświadczeń w życiu jest być celem, nie będąc trafionym (W.Churchill)